Serio już pomału koniec szkoły, niby 14 dni a to i tak nie dociera.
W czwartek był komers. Za wszelką cenę próbowałam się dobrze bawić i w sumie fajnie było potańczyć z kimś, ale i tak w którymś momencie mnie złapał dół i już miałam ochotę wracać do domu.
Popłakałam się, jakby nie inaczej, co to za impreza bez płaczu.
Szkoda mi było dwóch osób. Nie mogłam patrzeć jak mulił, a ona... Nie wiem jak jej pomóc, mam nawet wrażenie że jeszcze bardziej ją wkurzam (ah, jak przyjemnie)...... Czuję że nie potrafię ludziom pomagać i ich podtrzymywać na duchu.
Papiery "wstępne" do szkoły zaniesione, nie wiem czy dobrze zdecydowałam ale już za późno. Wystraszyłam się gdy przyjęto moje podanie...
Dziewczyny namawiały mnie, żebym szła z nimi do szkoły. Uwzięłam się i nie potrafię im ulec. To jest miłe, czułam się momentami nieswojo w klasie, teraz na komersie przemyślałam kilka spraw i mimo wszystko będzie mi ich wszystkich na jakiś sposób brakować.
"to pierwszy krok samotnej drogi z Tobą w sercu" - BIAK
Naaareszcie. Dzisiaj przyszłam i czułam jakbym Go z dwa miesiące nie widziała... Ostatnim razem, płynęły od Niego piękne słowa... Zaś miałam wrażenie że się unosił w powietrzu, mówił łagodnie i powoli no po prostu nie potrafię znaleźć słów. Miałam już wracać, gdy "coś" mnie pociągło i wróciłam do Niego. Tak to wszystko szybko zleciało że nim się zorientowałam to byłam już w domu.
Czekam dalej, nic nowego - cały czas czekam.
Muszę się wziąć w garść, nie mogę na siebie patrzeć w lustrze...







0 .:
Prześlij komentarz